Interesujących zjawisk na rynkach finansowych ostatnio nie brakuje. Uwagę zwraca przede wszystkim rozdźwięk między zachowaniem indeksów amerykańskich a parkietami naszego kontynentu. Wall Street znajduje się w fazie wyraźnej korekty, włącznie z wiodącym do niedawna prym sektorem nowych technologii. Korekta nie byłaby niczym dziwnym, gdyby nie fakt, że jednocześnie doskonale zachowują się główne giełdy europejskie. S&P500 w tym roku traci 4,5 proc., a Nasdaq Composite zniżkuje o ponad 9 proc. Tymczasem DAX rośnie o prawie 17 proc. Ta tendencja może być utrzymana w kontekście z jednej strony obaw o kondycję amerykańskiej gospodarki, z drugiej zaś zapowiedzi wydatkowania ogromnych kwot na przemysł obronny i infrastrukturę. Choć perspektywa kontynuacji luzowania polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych jest wciąż niepewna, rentowność amerykańskich obligacji skarbowych obniża się, słabnie także dolar. Te dwa ostatnie zjawiska sprzyjają notowaniom złota, ale raczej nie w pełni tłumaczą rajd z jakim mamy do czynienia. We wtorek cena kruszcu z impetem przekroczyła 3000 dolarów za uncję i ruch ten nadal jest kontynuowany. Od początku roku złoto drożeje już o ponad 15 proc., a trzeba przy tym pamiętać, że poprzedni rok przyniósł bardzo dużą zwyżkę, po której można było spodziewać się korekty. Zamiast niej mamy kontynuację ruchu w górę. Trudno prognozować jak długo on potrwa i jak wysoko dotrze. Ci, którzy zadbali, by swym portfelu mieć złoto, mogą liczyć zyski, ale w gorszej sytuacji zdają się być ci, którzy zastanawiają się, czy do złotej hossy przyłączyć się na tym etapie. Przy tej okazji warto zauważyć, że w przypadku rodzimych inwestorów tegoroczne zyski z inwestycji w złoto sięgają jedynie niespełna 8 proc., a więc są niemal dwukrotnie niższe niż notowania kruszcu w dolarach. To efekt mocnej aprecjacji naszej waluty. Tylko od początku roku dolar potaniał względem złotego o prawie 7 proc. Patrząc w dłuższym horyzoncie, polscy inwestorzy nie mają jednak powodów do narzekań, bowiem w ciągu ostatnich 52 tygodni złoto w przeliczeniu na naszą walutę podrożało o ponad 36 proc., a więc tylko nieco mniej niż w ujęciu dolarowym.