Zgodnie z zapowiedziami w czwartek Donald Trump ogłosił decyzję o wprowadzeniu ceł na większą część krajów, w tym nawet na niewielkie niezamieszkałe terytoria. W niektórych przypadkach wysokość stawek można określić mianem drastycznych. Nie spełniły się więc nadzieje największych optymistów, liczących na to, że amerykańska administracja nie posunie się aż tak daleko. Oczywiście można się łudzić, że to jeszcze nie koniec serialu i że możliwe będą jeszcze negocjacje, ale mówiąc szczerze, deklaracje prezydenta USA nie dają większych nadziei na obniżenie stawek przynajmniej w odniesieniu do części państw lub grup towarów. Do zmiany decyzji mogłaby skłonić Donalda Trumpa jedynie wielce prawdopodobne perturbacje w amerykańskiej gospodarce. Tuż po ogłoszeniu zakresu i skali ceł znaczące ośrodki analityczne podniosły prawdopodobieństwo wystąpienia już w tym roku recesji w USA do nawet 50 proc., a przewidywania dla globalnej gospodarki są równie niepokojące. Tym bardziej, że spora część państw najbardziej dotkniętych cłami zamierza podjąć kroki odwetowe. Wojna celna na dużą skalę to scenariusz bardzo ponury. Reakcja rynków finansowych zdaje się więc na tę chwilę adekwatna do powagi sytuacji. W czwartek jednymi z nielicznych drożejących aktywów były amerykańskie obligacje skarbowe i kakao. Rentowność dziesięcioletnich papierów dłużnych decydowanie zbliżyła się do 4 proc., choć jeszcze w połowie stycznia przekraczała 4,75 proc. Okazuje się, że jedynie obligacje skarbowe stały się głównym kierunkiem ucieczki przed ryzykiem. Z pewnością nie jest nim dolar, którego indeks względem głównych światowych walut tracił pod koniec czwartkowego handlu 1,6 proc., a w ciągu dnia zniżkował jeszcze mocniej, do poziomu najniższego od października ubiegłego roku. Spore wahania miały miejsce na rynku złota, którego notowania w czwartek ustanowiły kolejny historyczny rekord, ale dzień kończyły prawie 0,9 proc. pod kreską. Przekraczający 3 proc. spadek zaliczył bitcoin. Panika widoczna była na Wall Street, gdzie S&P500 zniżkował o ponad 4,8 proc., Nasdaq Compostite tracił 6 proc., Dow Jones 4 proc., a Russell 2000 szedł w dół aż o 6,5 proc. Na tym tle sięgająca 3 proc. zniżka indeksu giełdy we Frankfurcie, czy przekraczający 4 proc. spadek naszego WIG 20 nie robią już tak wielkiego wrażenia. Prawdziwe tąpnięcie miało miejsce na rynku ropy naftowej. Amerykańska WTI taniała w czwartek o prawie 7 proc., schodząc poniżej 67 dolarów za baryłkę.
Po pierwszym szoku w najbliższych dniach można spodziewać się niewielkiego odreagowania notowań przynajmniej części aktywów, ale na wykrystalizowanie się sytuacji w średnim terminie trzeba będzie jeszcze poczekać. Choć trudno wykrzesać choćby cień optymizmu, nie należy jednak zapominać, że kto nie ryzykuje ten nie pije szampana.