Już pierwsze tygodnie roku sygnalizowały siłę naszego rynku, ale chyba najwięksi optymiści nie spodziewali się, że w zaledwie dwa i pół miesiąca WIG20 liczony w dolarach zwiększy swoją wartość o prawie jedną trzecią. Jeśli porównać ten wynik z „zaledwie” 24 proc. zwyżką indeksu naszych największych firm w walucie lokalnej, można śmiało przyjąć tezę, że siłę rynek polskich akcji w sporej mierze zawdzięcza napływowi inwestorów zagranicznych. Poza relatywnie niskimi wycenami, przyciąga ich prawdopodobnie perspektywa zakończenia wojny w Ukrainie lub przynajmniej zamrożenia działań wojennych. Na razie bliższy wydaje się ten drugi scenariusz, ale nie można wykluczyć, że dojdzie do porozumienia rosyjsko-ukraińskiego, co prawdopodobnie doprowadziłoby do zdecydowanego wzmocnienia tendencji wzrostowej na GPW. Trzeba jednak zauważyć, że wyraźna poprawa nastrojów ma miejsce także w pozostałych segmentach naszego rynku. Widać to nie tylko po solidnych zwyżkach wartości pozostałych głównych indeksów, ale także po rosnącym wolumenie obrotów. O zwiększeniu aktywności rodzimych inwestorów świadczyć może zdecydowane ożywienia handlu akcjami najmniejszych spółek. Co prawda w tym roku sWIG80 rośnie „jedynie” o 12 proc., to jednak wystarczyło to do ustanowienia historycznego rekordu. Choć dla koniunktury na warszawskiej giełdzie relatywnie zazwyczaj niewielkie znaczenie ma ocena perspektyw makroekonomicznych, to jednak trudno zakładać, że inwestorzy, w tym zagraniczni, nie zaczną dostrzegać relatywnej siły polskiej gospodarki i optymistycznych prognoz na obecny rok i kolejne lata. Obawy, że zastój w gospodarce niemieckiej odbiją się niekorzystnie na kondycji polskich firm wydają się nieuzasadnione. Trudno liczyć, że notowania akcji będą zwyżkowały w podobnie szybkim tempie nieprzerwanie do końca roku, ale jednocześnie nie ma podstaw by obawiać się odwrócenia pozytywnej tendencji.