Ubiegły tydzień na giełdach został zdominowany przez piątkowe, silne spadki. Ponad dwuprocentowa, negatywna reakcja większości rynków, spowodowana była bardzo słabymi danymi z amerykańskiego rynku pracy. Nie dość, że w lipcu przyrost miejsc pracy wyniósł 73 tysiące zamiast oczekiwanych 110 tysięcy, to jeszcze dane za maj i czerwiec zostały zrewidowane łącznie o prawie 260 tysięcy, czyli około 85%, co oznacza, że przez te dwa miesiące przybyło nieco ponad 30 tys. miejsc pracy. Te dane oznaczają, że średni przyrost za 7 miesięcy tego roku spadł do 84 tysięcy nowych miejsc pracy miesięcznie, przy ok. 200 tysiącach w roku 2024. Słabnący rynek pracy przyniósł ponownie głosy o możliwej w najbliższych kwartałach recesji w USA. To z kolei spowodowało silny piątkowy spadek rentowności 10-letnich amerykańskich obligacji do 4,219%, czyli poziomu (zamknięcie sesji) najniższego od początku maja. Inwestorom wyraźnie wrócił apetyt na silniejsze i szybsze obniżki stóp przez Rezerwę Federalną. FED ma jednak spory dylemat, bo z kolei ubiegłotygodniowe dane o inflacji PCE za czerwiec okazały się gorsze od oczekiwań (2,6% r/r przy konsensusie na poziomie 2,5%), rosnąc z 2,3% miesiąc wcześniej . Obawom recesyjnym przeczy też silny, 3% wzrost PKB za II kwartał (konsensus na poziomie 2,4%). Jeżeli spojrzymy na gospodarkę z kolei przez pryzmat wyników spółek giełdowych, to uzupełnieniem niezłych danych o PKB są bez wątpienia wyniki spółek za II kwartał tego roku. Rezultatami pochwaliło się już 2/3 spółek, spośród których 82% miało zyski powyżej konsensusu, co przebija zarówno 5 jak i 10-letnią średnią. Zyski są ponad 10% lepsze niż rok temu (biorąc pod uwagę zarówno faktyczne jak i prognozowane wyniki), co zdecydowanie przebija początkowe założenia na poziomie 4,9%.
W Polsce czekaliśmy na lipcowy wstępny odczyt inflacji, która ostatecznie spadła do 3,1% z 4,1% w czerwcu. Nie wzbudziło to entuzjazmu na rynku, gdyż spadek inflacji wynikał w całości z efektu bazy, a konsensus analityków był na poziomie 2,8%. W ujęciu miesięcznym inflacja wyniosła 0,3%. Taki odczyt studzi nieco oczekiwania na wrześniową obniżkę stóp przez RPP. Z kolei w strefie EURO, gdzie inflacja kolejny miesiąc znajduje się dokładnie w celu EBC (2%), problemem są kolejne słabe dane dotyczące wzrostu gospodarczego. Unia, ze wzrostem na poziomie 0,1% kw/kw (wstępne dane z 19 państw UE), po raz kolejny pokazuje, że do trwałego trendu wzrostowego jest jeszcze daleko. Polskich eksporterów szczególnie mogą martwić słabe dane z Niemiec, których gospodarka skurczyła się w II kwartale o 0,1%.
Podsumowując ubiegły tydzień, nie sposób pominąć kolejnej odsłony ceł nakładanych przez amerykańskiego Prezydenta na resztę świata. Dla nas najważniejszą informacją było uzgodnienie 15% ceł na towary z UE. Trudno to może uznać za sukces unijnych negocjatorów, bo 15% to jednak o połowę gorszy wynik niż dotychczasowe i chyba oczekiwane 10%. Z drugiej strony to jednak jeden z niższych poziomów jakie obowiązują obecnie w kontaktach USA z resztą świata i o połowę mniej niż 30% rzucone jako groźba kilka tygodni wcześniej. Nieco chyba pomijanym w komentarzach pozytywem końca negocjacji jest też chyba zakończenie okresu niepewności, co powinno pozwolić zaplanować kolejne posunięcia (w tym inwestycyjne) europejskim eksporterom. Co ważniejsze, żaden z krajów, które mają ze Stanami Zjednoczonymi nadwyżkę handlową nie ma lepszych warunków, więc przynajmniej w tym kontekście, rywalizacja o amerykański rynek będzie wyrównana.
Na zakończenie, warto zauważyć, że wkraczamy w słaby dla rynków akcji okres. Sierpień, wrzesień, październik to statystycznie słabe miesiące, charakteryzujące się raczej spadkami, a często również dużą zmiennością. Jeżeli do tego dodamy niezłe pierwsze 7 miesięcy tego roku – MSCI World rosnący o ok. 10% (MSCI Poland w tym roku to około 35% wzrostu po lipcu), to korekta wydaje się nie tylko prawdopodobna, ale wręcz pożądana. Patrząc z kolei na potencjalne szanse (uspokojenie wojny celnej, możliwa przerwa w wojnie na Ukrainie, potencjalne przyspieszenie europejskiej gospodarki i wciąż silną amerykańską oraz generalny trend obniżania stóp procentowych przez banki centralne) i zagrożenia (wciąż możliwa recesja w USA, stagnacja gospodarki w Europie czy rosnące globalnie problemy z zadłużeniem państw i coraz większe koszty jego finansowania), wydaje się, że jest jednak więcej powodów do lekkiego optymizmu w dłuższym terminie, co sugeruje, że rynki pod koniec roku będą jednak wyżej niż są obecnie.