Ubiegły tydzień na naszej giełdzie był prawie dokładnym odbiciem – jeżeli chodzi o nastroje – poprzedniego. Po dobrym początku tygodnia, od środy indeksy WIG i WIG20 coraz mocniej spadały. W efekcie WIG20 zanotował drugi w tym roku spadkowy tydzień, chociaż stratę nieco ponad 1% trudno – po imponujących wzrostach od początku roku – uznać za mocną korektę. WIG stracił w ubiegłym tygodniu symboliczne 0,16%, co było zasługą wzrostów mniejszych spółek, a szczególnie – grupującego „średniaki” – mWIG40, który zyskał ponad 2%. Znacząco słabsze ubiegłotygodniowe wyniki dużych spółek sugerują wyraźnie, że „winę” za spadki ponosi zdecydowanie kapitał zagraniczny. Co ciekawe po raz pierwszy w tym roku, tygodniowym spadkom na naszej giełdzie towarzyszyły wzrosty za oceanem. Mieliśmy w ubiegłym tygodniu informacje o ogromnej zmianie preferencji inwestorów od początku roku, którzy odwracając się od rynku amerykańskiego, gremialnie zaczęli kupować akcje spółek europejskich. Stąd naturalne rozważania, czy ubiegły tydzień nie zwiastował końca tej tendencji. Wydaje się, że za wcześnie jeszcze na takie konkluzje, o czym przede wszystkim świadczą relatywnie nieznaczne zmiany indeksów (0,5% wzrost S&P 500 trudno uznać za przejaw powrotu inwestorów na tamten rynek). Dodatkowo warto zauważyć, że powodów do korekty, a przynajmniej przerwy we wzrostach na naszej giełdzie było co najmniej kilka. Przede wszystkim niepowodzenie, a przynajmniej brak postępu w rozmowach mających doprowadzić do rozejmu na Ukrainie. Skoro duża część tegorocznych wzrostów to oczekiwany koniec konfliktu, a co za tym idzie redukcja dyskonta za ryzyko naszego, przyfrontowego rynku, to opóźnienie rozmów ma prawo, a wręcz powinno prowadzić do korekt. Mieliśmy dodatkowo kilka słabszych odczytów z gospodarki, w tym przede wszystkim słabe dane o produkcji przemysłowej w lutym, gdzie 2% spadek r/r był sporym rozczarowaniem. Niższy od prognoz lutowy wzrost wynagrodzeń, to z kolei z jednej strony szansa na szybsze obniżki stóp, ale z drugiej prawdopodobnie słabszy konsument w kolejnych miesiącach. W ubiegłym tygodniu był też trzeci piątek marca, czyli jeden z czterech w roku tzw. dni trzech wiedźm, kiedy wygasają najstarsze kontrakty terminowe, co pociąga za sobą często większą niż zwykle zmienność. Nie bez wpływu na decyzje inwestorów była też na pewno świadomość, że nieuchronnie zbliżamy się do 2 kwietnia, kiedy ma zacząć obowiązywać nowa polityka taryfowa w Stanach Zjednoczonych, co w oczywisty sposób zwiększa niepewność, ryzyko i może prowadzić do realizacji przynajmniej części zysków z inwestycji w akcje na rynkach wschodzących. Wisienką na torcie były bez wątpienia pod koniec ubiegłego tygodnia słowa minister funduszy i polityki regionalnej, która zasugerowała, że zwiększone nakłady na obronność mogłyby częściowo być pokryte z nadzwyczajnych zysków banków. Zapłacą banki, czyli pośrednio ich akcjonariusze – gdy budżet w potrzebie rynek kapitałowy zawsze schodzi na drugi plan (i jak tu się dziwić, że jak ktoś ma większą gotówkę, to woli kupić kolejne mieszkanie) Piątkowa przecena WIG_Banki o niespełna 2% w tym kontekście i tak wydaje się zdecydowanie umiarkowana.
Konkludując, korekta, a właściwie przerwa we wzrostach na pewno naszej giełdzie nie zaszkodzi. Ubiegły tydzień mógł bez problemu skończyć się dużo większą przeceną, więc tak relatywnie spokojne zachowanie inwestorów świadczy raczej o sile niż słabości naszej giełdy. Rozejmu na razie nie ma, a nowe rozdanie ceł zbliża się wielkimi krokami, więc w najbliższym czasie ataku przez WIG na granicę 100 tys. punktów raczej bym nie oczekiwał. Jednak po ubiegłotygodniowym zachowaniu giełdy spodziewam się, że będziemy świadkami co najwyżej wymiany inwestorów, a realizacja zysków przez tych, którzy uznają obecne ryzyko za zbyt wysokie, będzie stykać się z zakupami tych, którzy dopiero teraz zauważyli potencjał GPW. Stąd, po nieco krótszej lub dłuższej korekcie możemy mieć już na wiosnę kolejne rekordy WIG-u.